AktualnościBibliotekaO sztuce rozpoznawania prawdy w świecie algorytmów

9 maja, 2026

Żyjemy w świecie, w którym odpowiedzi i rozwiązania są coraz łatwiej dostępne. Pytamy i dostajemy sugestię czasem bardzo trafną, czasem po prostu praktyczną i pomocną. Algorytmy podpowiadają nam, co oglądać, co czytać, jak zaplanować dzień, jak zadbać o zdrowie, kiedy odpocząć, a nawet jak coś zrozumieć. Trudno nie zauważyć, że ma to swoją dobrą stronę: oszczędza czas, porządkuje chaos i pomaga odnaleźć się w nadmiarze informacji.

Dobrze używana technologia potrafi naprawdę służyć człowiekowi.

A jednak, im łatwiej przychodzą odpowiedzi, tym częściej pojawia się pytanie: czy nadal jesteśmy w kontakcie ze sobą?

Bo coś subtelnego dzieje się wtedy, gdy odpowiedzi stają się zbyt dostępne. Nie chodzi o to, że są błędne często są poprawne, logiczne i użyteczne. A mimo to mogą oddalać nas od własnego odczuwania, intuicji i rozeznania. Wielu z nas zna to doświadczenie: coś brzmi rozsądnie, wygląda dobrze, pasuje do naszych przekonań – a jednak nie daje wewnętrznej pewności.

Algorytmy nie tylko nam podpowiadają. One również tworzą treści, obrazy, sugestie i interpretacje czasem tak przekonujące, że coraz trudniej odróżnić prawdę od jej symulacji. I tu pojawia się ważna myśl: nie chodzi o to, by ten porządek odrzucać, ale by nie pomylić wygody z prawdą. Łatwo przyjąć odpowiedź, która jest „przyjemna”. Trudniej zatrzymać się przy tej, która bywa niewygodna, ale prowadzi do rozwoju.

Dotyczy to także naszego ciała. Coraz częściej urządzenia mówią nam, kiedy spać, jak się regenerować, ile się ruszać czy co i kiedy jeść. To może wspierać i porządkować życie, ale jeśli zbyt mocno się od tego uzależniamy, możemy stracić kontakt z podstawową kwestią: Co ja naprawdę czuję? Czy jestem zmęczony, bo pokazuje to aplikacja, czy dlatego, że rzeczywiście to czuję? Czy coś jest dla mnie dobre, czy tylko dobrze wygląda w danych?

W tym sensie można mówić o pewnej metaforze, symbolicznym zastępowaniu Wielkiego Architekta Wszechświata czymś, co można by nazwać „Wielkim Algorytmem Wszechświata”. Nie jako realnym bytem, lecz jako obrazem rzeczywistości, w której wiele systemów zaczyna pełnić funkcję przewodnika – porządkuje świat, filtruje go i coraz częściej podpowiada, jak żyć.

Algorytmy mogą być bardzo użyteczne. Pomagają widzieć szerzej, przyspieszają pracę, wspierają uczenie się i organizację życia. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy wsparcie zaczyna zastępować nasze własne rozeznanie.

To prowadzi do prostego wniosku: coraz bardziej potrzebujemy nie tyle większej liczby odpowiedzi, ile lepszej jakości kontaktu ze sobą.

Bo jeśli stale korzystamy z gotowych odpowiedzi, łatwo oddalić się od intuicji. Jeśli decyzje są coraz częściej sugerowane przez systemy, może słabnąć poczucie sprawczości. A gdy wszystko staje się mierzalne i zoptymalizowane, łatwo stracić zdolność słuchania siebie – a wraz z nią odpowiedzialność i poczucie bycia sobą.

Pomocne bywają wtedy proste praktyki.

Po pierwsze – zatrzymanie.

Nie każda odpowiedź musi być natychmiast wykorzystana. Dajmy sobie przestrzeń, by ją poczuć, a nie tylko zrozumieć.

Po drugie – konfrontacja.

Zadawajmy pytania, które wykraczają poza to, co wygodne. Szukajmy perspektyw, które nas nie utwierdzają, lecz rozwijają.

Po trzecie – kontakt z ciałem.

Zanim podejmiemy decyzję, sprawdźmy co mówi nasze ciało? Czy czujemy napięcie czy spokój?

Po czwarte – świadome korzystanie z narzędzi.

Świadome korzystanie z narzędzi. Nie pytajmy „jakie jest rozwiązanie”, lecz „jakie mam możliwości”.

Po piąte chwile ciszy.

Regularne momenty bez bodźców, bez gotowych odpowiedzi, bez stymulacji. To tam rodzi się coś, czego nie dostaniemy od algorytmu – nasza autentyczność.

Wolnomularstwo może mieć tu szczególne znaczenie – nie jako zbiór gotowych odpowiedzi lecz jako przestrzeń pracy nad sobą. Miejsce, w którym uczymy się rozpoznawać prawdę jako proces, spotykamy różnych ludzi i konfrontujemy różne perspektywy. Drugi człowiek staje się tu lustrem – czasem naszego cienia, czasem naszych pragnień, czasem tego, czego jeszcze w sobie nie widzimy.

Właśnie dlatego spotkania w loży mają taką wartość. Nie dają gotowych odpowiedzi, ale uczą słuchać uważniej, zadawać trafniejsze pytania, dostrzegać różne perspektywy, widzieć siebie pełniej i odróżniać to, co prawdziwe, od tego, co jedynie dobrze dopasowane.

W świecie szybkiego przepływu informacji zatrzymanie się i poświęcenie czasu na refleksję jest cenne, zamiast pochopnego reagowania lub akceptowania od razu podanych rozwiązań.

Deska wygłoszona w trakcie uroczystego posiedzenia Sz LożyPierre et Marie Curiena Ws Warszawy.